
Po pierwszych lipcowych upałach, które przetoczyły się przez pomorze, byłam święcie przekonana, że reszta wakacyjnych dni upłynie mi leniwie i w roztapiającej ciało atmosferze. Otóż, myliłam się - zresztą nie pierwszy raz w kwestii aury - i wszystko wróciło do typowej trójmiejskiej "normy". Mamy tu teraz deszcz, wiatr i wszystko, co tylko trzeba, by znienawidzić nadmorskie lato.
Pomysł na letnią sukienkę narodził się wraz z zapotrzebowaniem na coś zwiewnego, co dałoby wytchnienie mojej małej elegantce podczas kolejnej spiekoty. Cóż... na falę gorąca raczej się nie zapowiada, więc sukienka cierpliwie czeka na swoją premierę. Ciekawe, czy się doczeka ;-)